Wspomnienia Henryka Nowaka, ur. 1925 r., rodowitego trzemeszniaka, który w czasie wojny mieszkał przy Placu Kilińskiego 9. Nagranie z lipca 2021 r.

Agnieszka Kostuch: Pamięta Pan żydowską rodzinę Haase?

Henryk Nowak: Mieszkali na ulicy Bóżnicowej, to jest dziś Konopnickiej. To był dom dwurodzinny. Tam dzisiaj jest nowy pobudowany… tam zdaje się Władziu Pietrzak kupił sobie dom… na miejscu tego, gdzie ci Żydzi mieszkali. W tym domu, w korytarzu po lewej stronie, mieszkali Leo i Icek[1]W rzeczywistości miał na imię Itzig. Ickiem nazywali go mieszkańcy miasta.. Leo pracował u Abrahama. Abraham miał sklep z żelazem na narożniku Placu Kilińskiego i ulicy Bóżnicowej. Obok niego był drugi sklep Kramera, Niemca (fot. 1).

Fot. 1. Widok na sklep Kramera i dom Abrahama przy Rynku w Trzemesznie, drugi od prawej (źródło: pocztówka z kolekcji Rafała Nawrockiego)

Ten Leo przynosił towar z magazynu do sklepu. W moim odbiorze był takim pomagierem, „przynieś, wynieś, pozamiataj”. A jego brat Icek to był taki niesprawny psychicznie, fizycznie zaniedbany. Robił wrażenie zawsze nieumytego, nieogolonego brudasa, a przy tym unikał ludzi. Jak się na ulicy pokazał gdzieś, a my takie chłopaki zaczepialiśmy go, to on uciekał. Myśmy uważali, że to są bracia [Leo i Itzig – przyp. A.K.]. Pamiętam, że na drzwiach [ich mieszkania – przyp. A.K.] było napisane nazwisko „Haase”. A pamiętam z jakiej racji, bo w tym samym domu po drugiej stronie mieszkała rodzina Ciszaków. Najstarszy [z dzieci – przyp. A.K.] chłopak był moim rówieśnikiem. Razem do klasy chodziliśmy i ja tam [w domu Ciszaków i Haase – przyp. A.K.] często bywałem.

Leo był żonaty[2]Anna/Johanna Haase była siostrą Leo i Itziga, zachował się jej akt urodzenia. Według aktu urodzenia Theresy Haase była ona panieńskim dzieckiem Anny. Obie trafiły do getta w Piotrkowie … Czytaj dalej. Pamiętam, że było jej na imię Anna czy Chana, jakoś tak mówiliśmy na nią. Mieli córkę. O, jak ona też się bała ludzi.

W pierwszej kolejce likwidowania Żydów oni [Leo i Itzig – przyp. A.K.] poszli…[3]Itzig i Leo Haase zginęli w masowej egzekucji wraz z obrońcami miasta 5 października 1939 r. w Kociniu. Zaraz po tych wydarzeniach słyszałem, że podobno ten Icek najgłośniej lamentował, płakał, krzyczał, że na okolicę było słychać jego głos.

AK: Czy wszystkie ciała zamordowanych w Kociniu zostały przewiezione na cmentarze?

HN: Ekshumowali je wszystkie, ale ja nie widziałem.

AK: Pytam o to, bo nikt nie wie, gdzie zostali pochowani ci bracia, czy na żydowskim, czy na katolickim cmentarzu. A może ich ciała zostały w Kociniu. A czy słyszał Pan, co stało się z resztą Żydów?

HN: Słyszałem od kolegi Lecha Majewskiego. Mieszkał wówczas u Knasta[4]W kamienicy przy ulicy Świętego Michała.. Opowiadał mi, że widział któregoś dnia, jak prowadzili tamtą ulicą w dół[5]Chodzi o ulicę Świętego Michała w stronę cmentarza żydowskiego, znajdującego się na granicy miasta. grupkę Żydów. Z balkonu to widział dobrze. Szli z łopatami. Po jakimś czasie, po godzinie czy dwóch, wracali ci Niemcy sami. Ale dokąd ich wyprowadzili, to nie słyszałem.

AK: Znał Pan Antoniego Nowakowskiego?

HN: Bardzo dobrze. Kolega nauczyciel.

AK: Pan Antoni sporządził listę ofiar wojny z Trzemeszna i między innymi ujął w niej rodziny żydowskie[6]Dokumenty noszą nazwę Liczbowe zestawienie ofiar hitleryzmu Ob. Trzemeszna i okolicznych wiosek według: zawodu, wieku i miejsc straceń, i znajdują się w Miejskiej Bibliotece Publicznej w … Czytaj dalej. Razem 38 osób, z czego 17 jest podanych na innej liście przywiezionych do getta w Piotrkowie Trybunalskim. Brakuje więc 21 osób. 

HN: Podobno małymi grupami ich wyprowadzano i likwidowano. Tak że śladu po nich nie ma. Nikt nie przeżył, nikt nie wrócił.

AK: Niektórym udało się wyjechać wcześniej, na przykład z rodziny Hirschów wyjechało troje dzieci. Przy rodzicach została córka Flora. Oni również trafili do getta w Piotrkowie. Wśród tych, którzy przeżyli Holokaust z tej rodziny, był Alfons, który wyemigrował do Palestyny (późniejszego Izraela) wraz z żoną i dzieckiem. Jeszcze w Trzemesznie ożenił się z Ruth (hebr. Ruchla) z rodziny Rachwalskich. Mieszkali tu w 1935 r.[7]Informacje te pochodzą od żyjącego wnuka Davida i Johanny Hirsch – Ashera Ofri Hirscha z Izraela. Podał zapis nazwiska jako „Rachwalscy”. Antoni Nowakowski zapisał jako „Rychwalscy”.. Kojarzy Pan takie nazwiska?

HN: Hirschów nie pamiętam. Co do tej drugiej rodziny, to jedni mówili, że się nazywali Rachwalscy, inni że Rochwalscy, ale ja sobie ich kojarzę. Mieli taki sklepik przy wyjściu z Placu Kilińskiego na Plac Świętego Wojciecha. Co sprzedawali, to nie wiem, ale myśmy tam kupowali macki. To był duży, różowy opłatek na patyku. To kosztowało 2 grosze. Jak człowiek dostał od mamy czy kogoś te 2 grosze, to na cukierka było za mało. Mówiliśmy na to „macki – żydowskie placki”. 

AK: A kojarzy Pan nazwisko Bleyów? Oni też mieszkali przy Placu Świętego Wojciecha, tylko po drugiej stronie, ale musieli wyjechać z Trzemeszna dużo wcześniej, w latach 20.

HN: To nazwisko obijało mi się o uszy, ale osobiście to ich nie pamiętam. Gdyby mieszkali później, to musiałbym ich zapamiętać, bo ja mieszkałem przy Placu Kilińskiego, pod 9. Przy tym placu, oprócz sklepu tego Abrahama, był jeszcze jeden sklep żydowski – Loewenthala[8]Sklep został założony przez Eliasa Loewenthala, ale on zmarł w roku 1906, więc Pan Henryk nie mógł go pamiętać. Po śmierci Eliasa właścicielką kamienicy, gdzie mieścił się sklep, … Czytaj dalej. To był sklep odzieżowy. Pamiętam, jak kiedyś ojciec wziął mnie tam i kupił mi ubranko [do I Komunii Świętej – przyp. A.K.]. Nie wiem, czy był taki zwyczaj u tych Żydów, że pierwszego klienta, jak otworzył sklep, nie puścił. „Za pół ceny ja sprzedam”. I do dzisiaj pamiętam, że ojciec kupił mi to ubranko za pół ceny (fot. 2).

Fot. 2. Sklep Eliasa Loewenthala przy Rynku w Trzemesznie (źródło: pocztówka z kolekcji Rafała Nawrockiego)

AK: Pamięta Pan jeszcze jakichś innych Żydów?

HN: Był taki Eisig Glaser[9]W rzeczywistości nazywał się Menasze Eisig. Zachował się akt urodzenia jego najmłodszej córki Chaji, z września 1939 r., gdzie został podany przez zgłaszającą narodziny akuszerkę jako … Czytaj dalej. On był z zawodu cholewkarzem. Szył cholewki do butów tutejszym szewcom. Mieszkał w tym narożnikowym domu Knasta przy Placu Kościelnym [przyp. A.K. – obecnie Plac Kosmowskiego]. Mieszkał na poddaszu (fot. 3). Ja tam często bywałem, bo na tym samym piętrze mieszkali Koczorowscy, którzy wcześniej mieszkali tam, gdzie my, przy Placu Kilińskiego 9. Kolegowałem się z ich synem Klemensem i odwiedzałem go nie raz w tym domu. Na tym korytarzu bawiły się te małe Żydziątka. Oj, jak one uciekały na mój widok! Uciekały tak jak młode wróblątka. To były dzieci tego Eisiga, ale ile ich było – 3 czy 4 – to nie zdążyłem nigdy policzyć[10]Było ich 3: Isaac (10 l.), Mendel (8 l.), Malka (6 l. ). Ich imiona i wiek widnieją na liście przybyłych do getta w Piotrkowie 13 grudnia 1939 r. Najmłodsza Chaja – podana na liście jako … Czytaj dalej. Ten ich lęk utkwił mi w pamięci.

Fot. 3. Kamienica, w której mieszkała rodzina Eisig (źródło: pocztówka z kolekcji Rafała Nawrockiego)

Pamiętam jeszcze takiego Zuckera. Pracował w Krochmalni trzemeszeńskiej, ale czy on był księgowym, czy coś tam prowadził, to nie wiem. Pamiętam go tylko z widzenia, nie rozmawiałem z nim. Mieszkał na Kościuszki. Ubierał się bardzo elegancko.

AK: Pamięta Pan jak wyglądał cmentarz żydowski po wojnie? Czy były tam jeszcze nagrobki?

HN: Były jeszcze ślady. U podnóża był dom mieszkalny. Mieszkał tam taki Wiśniewski z rodziną. Był grabarzem. Jego córka była gdzieś w moim wieku. 

AK: Ten budynek najprawdopodobniej pełnił funkcję domu przedpogrzebowego.

HN: Pamiętam pogrzeb żydowski, który wychodził z domu Abrahama. Ale kto tam umarł z tej rodziny, to nie kojarzę[11]Najprawdopodobniej chodzi o pogrzeb żony Sigismunda Abrahama – Else zd. Pander, która zmarła w 1936 r., więc Pan Henryk mógł go zapamiętać.. Tylko kojarzę sobie, jak wynosili trumnę do takiego karawanu, niezakrytego. Nie brałem udziału w tym pogrzebie, ani z ciekawości nie biegłem na ten cmentarz żydowski. 

AK: Dziękuję za podzielenie się swoimi wspomnieniami. Jest Pan prawdziwym skarbem dla Trzemeszna. 

Fot. 4. Henryk Nowak (źródło: archiwum prywatne Michała Nowaka)

Opracowała Agnieszka Kostuch

Przypisy

Przypisy
1 W rzeczywistości miał na imię Itzig. Ickiem nazywali go mieszkańcy miasta.
2 Anna/Johanna Haase była siostrą Leo i Itziga, zachował się jej akt urodzenia. Według aktu urodzenia Theresy Haase była ona panieńskim dzieckiem Anny. Obie trafiły do getta w Piotrkowie Trybunalskim w grudniu 1939 r.
3 Itzig i Leo Haase zginęli w masowej egzekucji wraz z obrońcami miasta 5 października 1939 r. w Kociniu.
4 W kamienicy przy ulicy Świętego Michała.
5 Chodzi o ulicę Świętego Michała w stronę cmentarza żydowskiego, znajdującego się na granicy miasta.
6 Dokumenty noszą nazwę Liczbowe zestawienie ofiar hitleryzmu Ob. Trzemeszna i okolicznych wiosek według: zawodu, wieku i miejsc straceń, i znajdują się w Miejskiej Bibliotece Publicznej w Mogilnie.
7 Informacje te pochodzą od żyjącego wnuka Davida i Johanny Hirsch – Ashera Ofri Hirscha z Izraela. Podał zapis nazwiska jako „Rachwalscy”. Antoni Nowakowski zapisał jako „Rychwalscy”.
8 Sklep został założony przez Eliasa Loewenthala, ale on zmarł w roku 1906, więc Pan Henryk nie mógł go pamiętać. Po śmierci Eliasa właścicielką kamienicy, gdzie mieścił się sklep, została jego córka Flora Schlesinger, a od 1934 r. zięć – Willy Schwersenzer. Najwidoczniej nawet po śmierci Loewenthala funkcjonowała nazwa sklepu od jego nazwiska
9 W rzeczywistości nazywał się Menasze Eisig. Zachował się akt urodzenia jego najmłodszej córki Chaji, z września 1939 r., gdzie został podany przez zgłaszającą narodziny akuszerkę jako ojciec. Poza tym kilkakrotnie pisał o nim Kazimierz Majewski w „Kosynierze” z 1938 r., nazywając go „cholewkarzem”, ale raz użył imienia „Menasze”.
10 Było ich 3: Isaac (10 l.), Mendel (8 l.), Malka (6 l. ). Ich imiona i wiek widnieją na liście przybyłych do getta w Piotrkowie 13 grudnia 1939 r. Najmłodsza Chaja – podana na liście jako Helene – urodziła się 8 września 1939 r.
11 Najprawdopodobniej chodzi o pogrzeb żony Sigismunda Abrahama – Else zd. Pander, która zmarła w 1936 r., więc Pan Henryk mógł go zapamiętać.
Udostępnij nasz post

2 komentarze do “Wspomnienia Henryka Nowaka”

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.