Fragmenty nagrania wywiadu przeprowadzonego przez Pana Macieja Adamskiego z października 2012 roku.
Początku świadectwa brak, zaczyna się od słów, które cytuję poniżej.

Lechosław Majewski: Jak wróciłem do domu, okazało się, że ojca nie ma, poszedł do wojska. Tak że ojca w ogóle nie widziałem, tylko w 60. którymś roku, jak byłem w Londynie. […] Poleciałem na dworzec, już pociąg poszedł, ojca nie widziałem.

Obronę Trzemeszna zrobili, bo bandy szły od strony Kruchowa. Przywódcą został pan Marchlewicz, rzeźnik. Mój drugi dziadek Mizgalski szykował opatrunki. Obok drogerii przy ulicy Świętego Jana był taki sklepik i tam zrobili komendę Obrony Trzemeszna.

Kiedy myśmy mieszkali w Trzemesznie, tata przeprowadzał się 9 razy przez moje 10 lat życia, i też na Świętego Ducha my mieszkali. Mam zdjęcie, widać w tle bóżnicę (fot. 1).

Do ,,Historii społeczności
Fot. 1. Od prawej Lechosław Majewski, w tle synagoga, widok od ulicy Świętego Ducha. (Źródło: archiwum prywatne Wiktora Majewskiego)

I tak łaziliśmy po tych ulicach, bo nie było co robić, i od razu przyjechali [Niemcy – przyp. A.K.]. Ja byłem u babci, z okna było widać drugą stronę jeziora. I tam biegli […] jacyś Niemcy. Gimnazjaliści maturzyści zdążyli przyjechać i wzięli uzbrojenie z Gimnazjum, co mieli na ćwiczenia, no i zorganizowali tą obronę. Pamiętam Marchlewicza, jak szedł, fartuch rzeźnicki miał ze skóry, tak trzymał, a tu miał pełno amunicji z tego składu. A ja cały czas siedziałem w oknie i patrzyłem. Nad drogerią dziadek mieszkał.

Zaczęła się strzelanina. Nasi w tej ulicy, co wychodzi z rynku, przewrócili ten luger. Wzięli go z „Raiffeisena” z ulicy Szkólnej. Strzały były od strony niemieckiego kościoła. Tam wleźli Niemcy na dach, ci miejscowi, i strzelali do ludzi. Dziadek przyszedł i mnie z tego okna wyciągnął, i do piwnicy na drugą stronę, gdzie dziadek miał magazyn farb, naprzeciwko drogerii. No i siedzieliśmy w tej piwnicy, aż ustała strzelanina. Dziadek wyszedł ze mną, a jakiś Niemiec stał i mierzył do góry, taka była przybudówka na tym domu Grzony. A dziadek do niego mówi po niemiecku (perfekt umiał), co on robi, że tu przecież kobita siedzi, a ten się bał, że ktoś będzie strzelał. I od razu od strony Kruchowa zajeżdża wojsko, wszystkich mężczyzn na rynek, zaraz jak przyjechali. No i na rynku zaczęli ustawiać […] i ten dowódca Wehrmachtu [zarządził – przyp. A.K.] dziesiątkowanie Polaków. Ustawili Polaków w rzędzie od strony ulicy Świętego Jana, tu gdzie stoi pomnik Kilińskiego, w tyle mieli aptekę. No i co dziesiątego wyliczał i odstawiali na bok. Wszyscy ludzie byli na rynku, my też. Na to przyjechał pastor niemiecki. I mówi do tego dowódcy, jak to, Niemcy zaczęli się naturalnie zjeżdżać bryczkami, gospodarze z okolicy, i jak to tu taka radość zwycięstwa, a on chce zacząć, że będzie rozstrzeliwał. No więc ten dowódca kazał wejść wszystkim tym mężczyznom z powrotem do szeregu. Ale z ulicy Bóżnicowej tam był taki handlarz koni. On 10 dni przed wkroczeniem Niemców jeździł po gospodarzach niemieckich i konfiskował im konie. Zabierał niby do wojska, ale w sąsiedniej wsi sprzedawał. No i jak Niemcy wkroczyli, to zaraz go wyciągnęli. To widziałem też – do motocykla go przywiązali i go wlekli po ziemi, bo on nie mógł nadążyć, w stronę mleczarni i pod górkę. Po prawej stronie był dom Kupskiego. Za tym domem go zastrzelili. Natomiast reszcie kazali iść do domu. Tylko zatrzymali Marchlewicza, powiesili mu tutaj [z przodu na piersi – przyp. A.K.], to też widziałem, jak miał napisane „Polnischer Bandit”. Potem mama mi powiedziała, co tam pisze. No i on szedł. Musiał obejść miasto z takim dzwonkiem z magistratu. Bo to kiedyś, jak ogłoszenia były, szedł woźny magistratu i wołał „Ogłoszenia burmistrza!”. I dzwonił, dzwonił, jak się ludzie zeszli, to czytał.

Fot. 2. Wojska niemieckie z kwietnia 1940 r., kamienica, w której mieszkał Lechosław Majewski i rodzina Eisig. (Źródło: www.fotopolska.eu)

Myśmy mieszkali u Knasta – piekarza. Ma pan pocztę, potem jest piętrowy dom, płot. Tam się urodziłem, koło poczty, na drugim piętrze. Następny był dom Knasta – piekarza, dalej mieszkał Knast – stolarz (fot. 2-3).

Fot. 3. Kamienica, w której mieszkała rodzina Majewskich i Eisig w 1939 r., przy ulicy Świętego Michała, obecnie Mickiewicza, widok współczesny. (Źródło: Agnieszka Kostuch)

Ja siedziałem w tym oknie, jak już my z tego placu przyszli. Od razu widzę prowadzą jezdnią dwójkami miejscowych Żydów. [prowadzą – przyp. A.K.] Ci nasi szczeniaki, dwudziestoletni Niemcy, idą z karabinami. A ci Żydzi niosą łopaty. Po godzinie czy dwóch Niemcy wracali sami. Gdzieś ich zastrzelili. Nie wiem, czy już teraz wiadomo, gdzie. Czy na żydowskim cmentarzu? No gdzieś, bo to zaraz tam trawę, darń położyli, tak że nigdy nie było wiadomo, gdzie tych Żydów zamknęli. Wszystkich Żydów, młodych i starych.


Taki Icuś był, niedorozwinięty. Potem cholewkarz był, nad nami mieszkał. Mnie strasznie zdenerwowało to, jak w „Kosynierze” napisali, że ojciec i moja mama byli faszystami, że nienawidzili Żydów. Taki przykład. Tamten Żyd u góry miał pięcioro dzieci. Bawiły się z nami na podwórzu. Nikt nam nie zabraniał. I gdy my szliśmy na obiad, to mama ich wołała, zupy im szybko nalała, się najedli i poszli. Jak Niemcy wkroczyli, to jak tych Żydów zlikwidowali, to wszystkie te żydowskie rodziny zawieźli do Gniezna, do Gimnazjum Chrobrego, i tam ich trzymali. No i mama kiedyś nas ubrała na pociąg, rzeczy wzięła, jedzenie, i tam żeśmy zajechali. Mam doszła do tego płotu, tam jakiś Niemiec był, mama się do niego odezwała, on przyszedł, potem odszedł. To widzę do dzisiaj. Na tym placu pełno dzieciaków, tych Żydów. Odszedł, tyłem się odwrócił. Wtedy mama zawołała tą sąsiadkę z góry, tą Żydówkę. Ona z dzieciakami przyszła, no i te jedzenie i ubrania wzięli. Mama się umówiła, że za tydzień znowu przyjedzie. Za tydzień my przyjechali, to już ich nie było. Co się z nimi stało, do dzisiaj nie wiem. […]

Fot. 4. Dr Lechosław Majewski (Źródło: archiwum prywatne Wiktora Majewskiego)

Składam serdeczne podziękowania Panu Wiktorowi Majewskiemu za współpracę w przygotowaniu tego materiału.

Opracowała Agnieszka Kostuch

Udostępnij nasz post

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.